niedziela, 13 lipca 2014

ROZDZIAŁ 3

Uśmiechnął się do mnie, na co ja się zarumieniłam, po czym skupił się na rozmowie z Eleną:
- Hej Niall, chciałabym ci przedstawić tę oto piękną dziewczynę, ma na imię Ally
- Że jest piękna to wiem, nie musisz mi tego mówić. Cześć Al, jestem Niall - wyciągnął w moją stronę rękę, ja zrobiłam to
samo, po czym prawie się rozpłynęłam, ponieważ niebieskooki pocałował zewnętrzną część dłoni, cały czas patrząc mi w oczy.
- Cz.. Cześć - wyjąkałam zahipnotyzowana jego oczami. Moje policzki musiały wyglądać jak pomidory. Chłopak zaśmiał się
dźwięcznie, co sprawiło, że w środku totalnie zwariowałam.
- Dobrze, to ja może zostawię was samych? - powiedziała El, a ja w tym momencie miałam ochotę ją zabić. Dosłownie. Posłałam
jej mordercze spojrzenie, na co ona tylko puściła mi oko i uśmiechnęła się, po czym odeszła. Między mną a Niall'em nastała
niezręczna cisza. Kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć, od bardzo dawna nie rozmawiałam z chłopakami. Blondyn odezwał
się pierwszy:
- Jak ci u nas w szkole? Z tego co wiem, to od niedawna do niej chodzisz
- Je.. Jest całkiem fa.. fajnie.. T.. tak o.. od niedawna - wyjąkałam, za co w głowie uderzyłam się w twarz.
- Nie musisz się mnie bać, kochanie. Nie jestem taki straszny na jakiego wyglądam - uśmiechnął się szeroko, co po jakimś
czasie odzajemniłam. Spuściłam wzrok na swoje buty, w tamtym momencie okazały się bardzo interesujące. Nie umiałam patrzeć
mu w oczy, były takie onieśmielające.. Zresztą on cały taki był. Moje rozmyślanie przerwały jego palce, które chwyciły mój
podbródek i nakierowały go tak, żebym mogła patrzeć na niego. To wszystko było jak z bajki. Nie umiałam się w tym odnaleźć.
Po krótkim czasie milczenia powiedziałam:
- Przepraszam cię, ale muszę już iść - chciałam odejść, ale Niall złapał mnie za rękę i odwrócił do siebie, mówiąc:
- Ale jeszcze się spotkamy, tak? Jesteś bardzo interesująca - kiwnęłam głową w odpowiedzi, po czym szybko od niego odeszłam.
Za sobą usłyszałam tylko jego donośny śmiech. Czy on się ze mnie śmiał? A może to dlatego, że cholernie się go bałam? Nie
miałam pojęcia. Nie zostawałam już na następne lekcje, po prostu postanowiłam pochodzić bez celu po mieście, zastanowić się
nad paroma rzeczami. Wyciągnęłam z torebki paczkę papierosów i zapaliłam jednego. Zaciągnęłam się, a nikotyna od razu znalazła
się w mojej buzi. To dla mnie było odprężające, pozwalało mi na chwilę poczuć ulgę, zapomnieć. Poszłam w stronę parku,
wypuszczając dym i chwilę czekając, po czym znowu się zaciągając. Usiadłam na jednej z pobliskich ławek, naprzeciwko fontanny.
Zaczęłam myśleć o tym, jak zmieniłam się w ciągu tych dwóch tygodni. Poznałam przyjaciółkę, zmieniłam swój wygląd, ubiór,
a także makijaż. Jednak po nowej- starej Ally pozostały uzależnienia. Palenie, samookaleczanie- to byli moi najwięksi wrogowie..
A może sprzymierzeńcy? Nie wiem. Bywały takie momenty w moim życiu, kiedy nienawidziłam siebie za to, że palę, że skrócam swoje
życie. Ale potem mi przechodziło, bo przypominałam sobie, że nie chcę żyć, że to mnie uspokaja i pomaga spokojnie myśleć.
Kiedyś nienawidziłam siebie za samookaleczanie się, ale lubiłam patrzeć na moje blizny, płakałam podczas wspomnień zrobienia
ich. Były to momenty mojego załamania psychicznego, wtedy nie chciałam żyć i robiłam kolejne kreski. Kiedyś zrobiłam je za głęboko,
ale to właśnie było celem. To było wtedy, kiedy dowiedziałam się, że David zacząć ćpać, a tata wpadł w alkoholizm. Nienawidziłam
ich wtedy za to, nienawidziłam siebie samej, bo ich nie dopilnowałam. Uważałam, że muszę o nich dbać, że muszę się nimi
opiekować. Udawałam przed nimi silną, żeby oni też mogli tacy być, żeby mogli się pozbierać. Tymczasem oni wędrowali na dno.
Myśląc o tym wszystkim parę łez spłynęło po moim policzku. Zaczęłam myśleć o mamie. Przypominałam sobie nasze wspólne wakacje,
na które zapomnieliśmy wziąć Davida i potem musieliśmy się wracać z powrotem po niego, i znowu na wakacje. Na to wspomnienie
uśmiechnęłam się. Pamiętałam także ten moment, kiedy powiedziałam rodzicom, że mam chłopaka- Brad'a. Mama się rozpłakała,
mówiąc, że jestem już taka duża, tata też był radosny. Zawsze cieszyli się z moich sukcesów razem ze mną, a podczas porażek
wspierali mnie i dodawali otuchy. Mój brat był wtedy szczęśliwy, zawsze uśmiechnięty. Nie miał za wiele kolegów, dlatego
dużo czasu spędzaliśmy razem, w rodzinnym gronie. Myśląc tak o mamie, o rodzinie przypomniałam sobie, że niedługo mija rok
od śmierci mamy. Musiałam o tym powiedzieć tacie, który i tak na pewno o tym pamiętał. Tylko czym mielibyśmy tak jechać?
Nie mam pojęcia. Wstałam z ławki i zgasiłam niedopałek papierosa butem. Okazało się, że siedziałam tu już 3 godziny. Poszłam
wolnym krokiem do domu, porozmawiać z tatą i David'em.

***************
Przepraszam, że rozdział dopiero teraz, ale byłam przez ten tydzień na wakacjach i nie miałam jak dodać. Liczę na wyrozumiałość :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz