niedziela, 20 lipca 2014

ROZDZIAŁ 5

Notka na końcu rozdziału. Proszę, przeczytaj :)

______________________________________________________________

Obudziłam się ubrana, nie wiedziałam dlaczego. Po chwili przypomniałam sobie, że musiałam zasnąć na łóżku, kiedy myślałam
o mamie. Popatrzyłam na zegarek, była 9:20. Pierwszy raz od dłuższego czasu spałam tak długo. Była sobota. Wstałam z łóżka
i doprowadziłam je do porządku, po czym poszłam wziąć prysznic i przebrać się. Dziś zdecydowałam się na szare dresy i luźny
T-shirt, bo musiałam posprzątać dom. Zeszłam na dół do kuchni, żeby zjeść śniadanie. Wybrałam płatki z mlekiem. Gdy już zjadłam
poszłam na chwilę do sypialni taty, żeby sprawdzić czy śpi. Na jego widok uśmiechnęłam się. Wyglądał jak małe dziecko zmęczone
po całym dniu rozrabiania. Wyszłam z jego pokoju i wyciągnęłam potrzebne rzeczy do sprzątania. Najpierw pościerałam kurze,
a potem odkurzyłam. Pominęłam w tej czynnośći pokój David'a i taty, nie chciałam ich budzić. Kiedy skończyłam odkurać umyłam na
piętrze podłogi, a parter narazie pozostawiłam. Po skończonej pracy zabrałam się za sprzątanie toalety i kuchni. Po pół godzinie
skończyłam, pozbierałam jeszcze puste butelki po piwie z salonu i umyłam podłogi na parterze. Odstawiłam narazie środki czystości
i usiadłam na kanapie w salonie. Włączyłam telewizor i zaczęłam skakać po kanałach. Dawno nie oglądałam telewizji, jakoś za
tym nie przepadałam. Po przeglądnięciu wszystkich kanałów wyłączyłam odbiornik i poszłam do kuchni zrobić śniadanie reszcie.
Kiedy skończyłam usłyszałam odgłos skrzypiących schodów, więc położyłam kanapki na talerzu i zaniosłam na stół. David przywitał
się ze mną, usiadł i zaczął jeść. Po chwili do kuchni przyszedł także tata, który uśmiechnął się na widok śniadania. Pewnie
dawno nic nie jadł. Obaj pewnie dawno nie jedli. Postanowiłam sobie, że muszę teraz o nich zadbać, doprowadzić ich do porządku.
- Cześć i czołem! Co wy na to, żebyśmy jutrzejszy dzień spędzili razem? Pójdziemy do kościoła, razem ugotujemy obiad, potem
możemy przejść się na zakupy i na spacer! Jak za dawnych lat! Co o tym myślicie? - w oczach David'a zauważyłam znajome iskierki
ekscytacji, co znaczyło, że pomysł mu się spodobał. Tata uśmiechnął się, bardziej niż zwykle. Wszyscy potrzebowaliśmy wreszcie
stanąć na nogi. Chcieliśmy tego, tylko nie wiedzieliśmy jak się do tego zabrać. W końcu nadszedł czas.
- To świetny pomysł.. Szkoda tylko, że bez mamy.. - David posmutniał i spuścił głowę. Uśmiech taty zbladł.
- David, myślę, że to dobry pomysł. Mama będzie z nami.. Zawsze przy nas jest - pocieszał go.
- Tato, muszę ci jeszcze coś powiedzieć. Pojedziemy do mamy na rocznicę jej śmierci. Wszyscy chcemy ją zobaczyć, a David
ma prawo jazdy. Pożyczy samochód i nas zabierze. Musimy wziąć jakieś środki czystości, żeby wyczyścić grób. Trzeba też
kupić znicze, jakieś kwiatki.. - wyliczałam listę czynności, które będzie trzeba zrobić przed wyjazdem, a chłopcy zaśmiali
się. To było niesamowite, dawno ich nie widziałam uśmiechniętych, radosnych. Miło było to zobaczyć. Po zjedzonym przez nich
śniadaniu umyłam naczynia i poszłam posprzątać ich pokoje. Potem schowałam mopa, odkurzasz i inne rzeczy do sprzątania do
specjalnego pomieszczenia i usiadłam obok taty i David'a na kanapie. Do głowy wpadł mi świetny pomysł.
- Co wy na to, żebyśmy upiększyli nasz dom? Dokładnie chodzi o ogród. Możemy dziś się nim zająć..
- Hmm, myślę, że to może być całkiem zabawne. To kiedy zaczynamy? - powiedział tata.
- Może po obiedzie? Właśnie, idę coś przygotować. Pomożecie? - zapytałam. Obaj kiwnęli głowami, zgasili telewizor i poszli
za mną do kuchni. Poleciłam tacie, żeby obrał ziemniaki do zupy i na drugie danie. David poszedł szybko do sklepu po potrzebne
składniki. Kiedy znalazłam zupę z torebki zajęłam się jej przyrządzaniem. Wszystko wyszło pyszne. Przy obiedzie śmialiśmy się i
żartowaliśmy. Dawno tak nie było. Cieszyłam się z tego niesamowicie. Po obiedzie David umył naczynia, a ja rozpuściłam kompot
truskawkowy. Wypiliśmy i odstawiliśmy szklanki, po czym ubraliśmy buty i wyszliśmy przed dom. Muszę niestety przyznać, nasz
ogród wyglądał okropnie. Uschłe rośliny, które od początku nie były podlewane. Rozwalony chodnik, Powalone drzewo, odrapany dom.
Nie wyglądało to zachęcająco. Na początek postanowiliśmy pojechać do sklepu ogrodniczego. Nie byliśmy bogaci, żeby to wszystko
kupić, ale mieliśmy całkiem sporo pieniędzy na czarną godzinę.. Okazało się, że kolega David'a mieszka w sąsiedztwie i ma
specjalne auto do przewożenia roślin i niewielkich maszyn budowlanych. Pożyczyliśmy od niego auto i pojechaliśmy do sklepu.
Na początek wybraliśmy przeróżne kwiaty, jednak nie za drogie. Kupiliśmy kostkę na chodnik i parę drzewek, a także nawóz do
spulchnienia ziemi. Wróciliśmy do domu, a David odstawił samochód. Jego kolega okazał się bardzo miły. Przyszedł do nas i nam
pomógł. Na początek wyrwaliśmy chwasty i uschłe kwiaty, wykopaliśmy także powalone drzewo. Ja zaczęłam sadzić kwiatki, a tata,
David i jego kolega Harry drzewka, a także rozebrali starą kostkę, wysypali miejsce żwirkiem i wstawili nową. Harry pożyczył
nam także maszynę do ubijania kostki, żeby się trzymała. Bez niego właściwie nie zrobiliśmy niczego. Jestem mu bardzo wdzięczna.
Wieczorem, ok godziny 19 skończyliśmy i zmęczeni padliśmy na kanapę:
- I jak, fajnie się pracowało? Jestem z was naprawdę zadowolona - zaczęłam.
- Tak, to była dobra decyzja, tak myślę. Dobrze nam to zrobiło. Razem z David'em zdecydowaliśmy, że pożyczymy auto Harry'ego
w poniedziałek i pojedziemy kupić farbę. Sami pomalujemy dom, żeby zaoszczędzić pieniędzy - powiedział entuzjastycznie tata.
- Wiesz, tato.. Zastanawiałam się nad znalezieniem dodatkowej pracy. Mogłabym pracować w kawiarni, tutaj niedaleko, na drugą zmianię.
Myślę, że to podbudowałoby trochę nasz budżet.. - zaproponowałam. Musi się zgodzić, musi!
- Ja myślałem o pracy dla siebie.. Wiesz, mam wykształcenie budowlane, mógłbym coś znaleźć. Ale kto zatrudni alkoholika? -
powiedział smutny.
- Tato, nie jesteś alkoholikem! Nie myśl tak! Musimy doprowadzić cię tylko trochę do porządku, kupić ci nowe ubrania.. Musisz
się ogolić i iść do fryzjera.. I znajdziesz pracę. Zobaczysz. - zapewniłam go. Wiedziałam, że tak będzie. Tata zawsze przykładał
się do swojej pracy, nie zawiódłby nikogo. Pierwszy wstał on, powiedział, że idzie się umyć. David też poszedł, tylko na górę.
Zrobiłam sobie kolację i herbatę, potem ja także poszłam się wykąpać. Potem umyłam zęby, przebrałam się w piżamę i poszłam spać.
Wykonaliśmy dziś kawał dobrej roboty.

___________________________________________

Hej! Założyłam zakładkę "Informowani"! Możecie tam wpisywać się, swoje aski, fb, tt, żebym mogła was informować o nowych rozdziałach. Niedługo pojawi się też zwiastun! Dozobaczenia! :)

czwartek, 17 lipca 2014

ROZDZIAŁ 4

Otworzyłam drzwi swoim kluczem, weszłam do domu i zamknęłam je. Poszłam do salonu, gdzie znalazłam tatę. Zawsze tam siedział,
gdy był w stanie na noc przenosił się do swojej sypialni. Często jednak spał tutaj, na kanapie. Usiadłam obok niego i dałam
mu buziaka w policzek. Odwrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się ciepło. Z jego twarzy można było wyczytać troskę i miłość,
które towarzyszyły mu zawsze. Widząc moją smutną minę jego uśmiech także zbladł, przytulił mnie i zapytał:
- Ally, kochanie, co się stało?
- Nic tato.. Po prostu dziś chodziłam trochę po mieście i myślałam o tobie, o mnie, o Davidzie i o.. mamie. Przypomniałam sobie,
że niedługo mija rok od jej śmierci. Tato, pojedziemy tam, tak?
- Pamiętam, to już rok, odkąd jej nie ma.. Rok od mojego upadku. Ja umarłem razem z nią, Ally. Razem z twoją mamą umarła
moja dusza, moje serce rozpadło się. Po mnie zostało tylko ciało, żeby was chroniło, ciebie i Davida. Chociaż nie bardzo mi
to wychodzi..
- Tato, przecież tu jesteśmy, to wszystko dzięki tobie. Dzięki tobie mamy dach nad głową, mamy co jeść i co najważniejsze..
dzięki tobie jesteśmy szczęśliwi. Gdyby nie ty już dawno byśmy nie dali rady. To wszystko twoja zasługa, tato - powiedziałam,
a tata pocałował mnie w czoło i uśmiechnął się smutno.
- Nie wiem, czy pojedziemy do mamy. Nie mamy samochodu, ja nikogo tutaj nie znam, nie mam od kogo pożyczyć. Dobrze wiesz, jaka
jest nasza sytuacja. Wybacz Ally, ale chyba nie uda nam się tam pojechać. Przykro mi - Nie winiłam go za to, wiedziałam
o naszej sytuacji materialnej. Było mi jednak przykro, bo chciałam zobaczyć się z mamą. Chciałam wyczyścić jej grób, porozmawiać
z nią. Nie, nie jestem wariatką. Nie jestem psychiczna. Po prostu wiem, że ona tam jest. Że jest tutaj, że stoi obok mnie,
że patrzy na mnie i na tatę z miłością. Że troszczy się o nas i że to ona nie pozwala nam upaść. To ona trzyma nas w swoich
ramionach i przytula, gdy jesteśmy smutni. Mama nad nami czuwa i ja to wiem. Przytuliłam tatę jeszcze raz i poszłam do pokoju Davida.
Siedział przy biurku i wyglądało jakby intensywnie o czymś myślał. Zapukałam do drzwi, a on szybko odwrócił się do mnie i
po chwili odetchnął z ulgą. Zmartwiłam się, właściwie nigdy go takiego nie widziałam. Podeszłam do niego i oparłam się o
biurko, po czym zapytałam:
- Hej, Dav.. Co się dzieje? - spiął się na moje pytanie, ale zaraz rozluźnił się.
- N..Nic. Nic mi nie jest..
- David, przecież wiesz, że przede mną niczego nie ukryjesz i mi możesz powiedzieć wszystko. Kiedyś było tak dobrze!
- Tak, było dobrze! A wiesz czemu? Wiesz dlaczego? Bo mama była! Teraz jej nie ma, już rok, rozumiesz?! Nie ma jej! - wiedziałam,
że prędzej czy później wybuchnie, ale nie wiedziałam kiedy. David wstał, a ja go przytuliłam. Przytuliłam go mocno.
- Uspokój się, mama cały czas przy nas jest. Cały czas czuwa przy nas, żeby nic nam się nie stało. Nadal nas kocha. To, że
nie jest tutaj ciałem nie znaczy, że nie ma jej tu duszą i o nas zapomniała - głaskałam jego włosy, mówiąc to. Zaczął się
powoli uspokajać
- Ale.. Gdyby czuwała nad nami nie pozwoliła by mi ćpać, a tacie pić. Nie pozwoliła by na to, bym się zadłużył. Al, jestem
winny dilerowi 2 000 dolarów! Ja nie mam tych pieniędzy! Oni mnie zabiją! - Zaczął płakać i wtulił się we mnie mocniej. Nie
wiedziałam co  powiedzieć.
- Nie martw się, poradzimy sobie. Zawsze dawaliśmy sobie radę, pamiętasz? Nic ci się nie stanie. Najpierw będą musieli zabić
mnie, a wiesz, że ja się nie dam i ich pokonam - zaśmiałam się, a on mi zawtórował. - Szkoda tylko, że nie będziemy mogli
pojechać do mamy na rocznicę jej śmierci..
- Dlaczego nie?
- Ja nie mam prawa jazdy, tata nie ma auta.. Nie mamy co robić - po moim policzku spłynęła łza. - Jesteśmy bezradni.
- J.. Ja mam prawo jazdy, a auto mógłbym pożyczyć od kolegi.. który nie jest narkomanem ani dilerem. Tak, mam takich kolegów -
Na mojej twarzy pojawiło się zdziwienie, ale i szczęście. Nie chciałam go już wypytywać, sam miał dużo problemów. Odsunęliśmy
się od siebie, poczochrałam mu włosy, po czym poszłam do swojego pokoju. Jutro muszę powiedzieć tacie, że pojedziemy. Jestem
szczęśliwa, że zobaczę mamę. Bardzo.

niedziela, 13 lipca 2014

ROZDZIAŁ 3

Uśmiechnął się do mnie, na co ja się zarumieniłam, po czym skupił się na rozmowie z Eleną:
- Hej Niall, chciałabym ci przedstawić tę oto piękną dziewczynę, ma na imię Ally
- Że jest piękna to wiem, nie musisz mi tego mówić. Cześć Al, jestem Niall - wyciągnął w moją stronę rękę, ja zrobiłam to
samo, po czym prawie się rozpłynęłam, ponieważ niebieskooki pocałował zewnętrzną część dłoni, cały czas patrząc mi w oczy.
- Cz.. Cześć - wyjąkałam zahipnotyzowana jego oczami. Moje policzki musiały wyglądać jak pomidory. Chłopak zaśmiał się
dźwięcznie, co sprawiło, że w środku totalnie zwariowałam.
- Dobrze, to ja może zostawię was samych? - powiedziała El, a ja w tym momencie miałam ochotę ją zabić. Dosłownie. Posłałam
jej mordercze spojrzenie, na co ona tylko puściła mi oko i uśmiechnęła się, po czym odeszła. Między mną a Niall'em nastała
niezręczna cisza. Kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć, od bardzo dawna nie rozmawiałam z chłopakami. Blondyn odezwał
się pierwszy:
- Jak ci u nas w szkole? Z tego co wiem, to od niedawna do niej chodzisz
- Je.. Jest całkiem fa.. fajnie.. T.. tak o.. od niedawna - wyjąkałam, za co w głowie uderzyłam się w twarz.
- Nie musisz się mnie bać, kochanie. Nie jestem taki straszny na jakiego wyglądam - uśmiechnął się szeroko, co po jakimś
czasie odzajemniłam. Spuściłam wzrok na swoje buty, w tamtym momencie okazały się bardzo interesujące. Nie umiałam patrzeć
mu w oczy, były takie onieśmielające.. Zresztą on cały taki był. Moje rozmyślanie przerwały jego palce, które chwyciły mój
podbródek i nakierowały go tak, żebym mogła patrzeć na niego. To wszystko było jak z bajki. Nie umiałam się w tym odnaleźć.
Po krótkim czasie milczenia powiedziałam:
- Przepraszam cię, ale muszę już iść - chciałam odejść, ale Niall złapał mnie za rękę i odwrócił do siebie, mówiąc:
- Ale jeszcze się spotkamy, tak? Jesteś bardzo interesująca - kiwnęłam głową w odpowiedzi, po czym szybko od niego odeszłam.
Za sobą usłyszałam tylko jego donośny śmiech. Czy on się ze mnie śmiał? A może to dlatego, że cholernie się go bałam? Nie
miałam pojęcia. Nie zostawałam już na następne lekcje, po prostu postanowiłam pochodzić bez celu po mieście, zastanowić się
nad paroma rzeczami. Wyciągnęłam z torebki paczkę papierosów i zapaliłam jednego. Zaciągnęłam się, a nikotyna od razu znalazła
się w mojej buzi. To dla mnie było odprężające, pozwalało mi na chwilę poczuć ulgę, zapomnieć. Poszłam w stronę parku,
wypuszczając dym i chwilę czekając, po czym znowu się zaciągając. Usiadłam na jednej z pobliskich ławek, naprzeciwko fontanny.
Zaczęłam myśleć o tym, jak zmieniłam się w ciągu tych dwóch tygodni. Poznałam przyjaciółkę, zmieniłam swój wygląd, ubiór,
a także makijaż. Jednak po nowej- starej Ally pozostały uzależnienia. Palenie, samookaleczanie- to byli moi najwięksi wrogowie..
A może sprzymierzeńcy? Nie wiem. Bywały takie momenty w moim życiu, kiedy nienawidziłam siebie za to, że palę, że skrócam swoje
życie. Ale potem mi przechodziło, bo przypominałam sobie, że nie chcę żyć, że to mnie uspokaja i pomaga spokojnie myśleć.
Kiedyś nienawidziłam siebie za samookaleczanie się, ale lubiłam patrzeć na moje blizny, płakałam podczas wspomnień zrobienia
ich. Były to momenty mojego załamania psychicznego, wtedy nie chciałam żyć i robiłam kolejne kreski. Kiedyś zrobiłam je za głęboko,
ale to właśnie było celem. To było wtedy, kiedy dowiedziałam się, że David zacząć ćpać, a tata wpadł w alkoholizm. Nienawidziłam
ich wtedy za to, nienawidziłam siebie samej, bo ich nie dopilnowałam. Uważałam, że muszę o nich dbać, że muszę się nimi
opiekować. Udawałam przed nimi silną, żeby oni też mogli tacy być, żeby mogli się pozbierać. Tymczasem oni wędrowali na dno.
Myśląc o tym wszystkim parę łez spłynęło po moim policzku. Zaczęłam myśleć o mamie. Przypominałam sobie nasze wspólne wakacje,
na które zapomnieliśmy wziąć Davida i potem musieliśmy się wracać z powrotem po niego, i znowu na wakacje. Na to wspomnienie
uśmiechnęłam się. Pamiętałam także ten moment, kiedy powiedziałam rodzicom, że mam chłopaka- Brad'a. Mama się rozpłakała,
mówiąc, że jestem już taka duża, tata też był radosny. Zawsze cieszyli się z moich sukcesów razem ze mną, a podczas porażek
wspierali mnie i dodawali otuchy. Mój brat był wtedy szczęśliwy, zawsze uśmiechnięty. Nie miał za wiele kolegów, dlatego
dużo czasu spędzaliśmy razem, w rodzinnym gronie. Myśląc tak o mamie, o rodzinie przypomniałam sobie, że niedługo mija rok
od śmierci mamy. Musiałam o tym powiedzieć tacie, który i tak na pewno o tym pamiętał. Tylko czym mielibyśmy tak jechać?
Nie mam pojęcia. Wstałam z ławki i zgasiłam niedopałek papierosa butem. Okazało się, że siedziałam tu już 3 godziny. Poszłam
wolnym krokiem do domu, porozmawiać z tatą i David'em.

***************
Przepraszam, że rozdział dopiero teraz, ale byłam przez ten tydzień na wakacjach i nie miałam jak dodać. Liczę na wyrozumiałość :)

niedziela, 6 lipca 2014

ROZDZIAŁ 2

Kiedy wróciłam do domu, było już ciemno. Tata siedział jak zwykle z butelką piwa w salonie. Gdy zamknęłam drzwi popatrzył 
na mnie spuchniętymi od łez oczami, w których widziałam ból, strach, smutek, ale i troskę i miłość. Tata mimo swojego
uzależnienia nadal nas kochał, tylko trochę o nas zapomniał, pozwolił nam zmienić się na gorsze. Nie winimy go z Davidem
o to, on zagubił się po śmierci mamy, nie wiedział co miał robić, zatapiał smutki w alkoholu. To nie jego wina. Wiele
razy namawialiśmy go na terapię z psychologiem, nie chciął nic słyszeć. Zaprowadziliśmy go raz do kościoła, sami się 
pomodliliśmy i zostawiliśmy. Wrócił po ok. 5 godzinach. Martwiliśmy się, ale myśleliśmy, że znowu za dużo wypił. Ale on 
wrócił całkiem trzeźwy.. i jakby odmieniony. Nie trwało to jednak długo, tydzień nie pił, tydzień się nami interesował. Ale
potem znowu się załamał. Nie wiemy już jak mu pomóc. Nie mamy pojęcia. Nie chcemy prosić nikogo o pomoc, bo wtedy nas zabiorą,
a on już tego nie wytrzyma, jestem tego pewna. Nie chcę stracić taty, to nasza jedyna rodzina. Wracając, tata od razu
odwrócił wzrok i zaczął płakać. Szybko do niego podeszłam i klęknęłam przed nim. Wzięłam ręce z jego twarzy, a on spuścił 
wzrok, nie patrzył na mnie:
- Tato, co się dzieje? Tato, Tatusiu, proszę, popatrz na mnie - z lekkim wahaniem, ale popatrzył. Znowu się załamał. Dawno
go takiego nie widziałam, nie. Nie może się teraz poddać, drugi raz tego nie wytrzyma! Przytuliłam go mocno, on to 
odwzajemnił i znów zaczął płakać:
- Córciu, ja już nie daję rady. Wiecie jak was kocham, ale ja jestem złym ojcem! Muszę zapewnić wam opiekę. Musicie mieć
to, na co zasługujecie!
- Tato, co ty mówisz?
- Musicie poprosić o pomoc.. Ja będę musiał was oddać..
- Tato, nie mów tak, słyszysz? My nie damy sobie rady bez ciebie. Nie chcemy nigdzie iść. Wystarczy nam, że jesteśmy razem,
że mamy ciebie! Kochamy cię, rozumiesz? - Po tych słowach tata przytulił mnie jeszcze mocniej, a ja rozpłakałam się. Jak on
mógł pomyśleć, że chcemy odejść? Że jest złym ojcem? Fakt, że się zagubił nie oznacza, że go zostawimy. Będziemy dążyć do
tego, żeby mu pomóc, żeby wrócił ten sam tata, który nie był alkoholikiem, który był szczęśliwy. Po 10 minutach dałam mu
całusa w policzek i poszłam na górę. Po drodze do swojego pokoju zajrzałam do pokoju Davida. Jak zwykle leżał na niepościelonym
łóżku i słuchał muzyki przez słuchawki. To było już codziennością. W ten sposób pewnie próbował zagłuszyć swoje myśli, 
wyłączyć wszystkie emocje. Wtedy był tylko on i otaczająca go muzyka. Nie chciałam mu przeszkadzać, choć dawno nie rozmawialiśmy.
Ostatnio nawet wcale. Zamknął się w sobie. Kiedyś mogliśmy rozmawiać o wszystkim, nie mieliśmy przed sobą tajemnic. Teraz
nawet nie znam jego przyjaciół. Nie wiem już o nim prawie nic. Cała nasza trójka się zmieniła, nie do poznania. Wyszłam z jego
pokoju i poszłam do siebie. Zamknęłam drzwi, odłożyłam zakupy i rzuciłam się na łóżko. Sprawdziłam mój telefon. Jedna
nowa wiadomość. Od Eleny.. A od kogo by innego? Mam tylko ją. "Ubierz jutro jedne z twoich nowych ciuchów, nie chcę widzieć
na tobie dresów!". Uśmiechnęłam się pod nosem i wysłałam jej zwykłe "ok". Potem odłożyłam telefon na szafkę nocną i poszłam
pod prysznic, umyłam zęby i poszłam spać.
Obudziłam się jak zwykle, czyli o 6:50. Poszłam wziąć szybki prysznic, zrobiłam makijaż i umyłam zęby. Potem przeszłam z powrotem
do sypialni, aby się ubrać. Pierwszy raz od bardzo dawna miałam dylemat, co na siebie włożyć. Zdecydowałam się na beżową 
bluzkę i pastelowo niebieskie rurki. Wybrałam do tego czarną bandamę, chciałam ukryć blizny. Na nogi założyłam
zwykłe trampki < http://www.faslook.pl/collection/121-world-closed-wounds-open/ >. Włosy rozpuściłam. Wzięłam spakowaną torbę i szybko 
pobiegłam do szkoły, ponieważ była już 7.48. Do szkoły wpadłam zdyszana, równo z dzwonkiem. Od razu poszłam do klasy, w 
której miałam mieć teraz zajęcia. Przeprosiłam za spóźnienie i usiadłam obok Eleny. Ta nadal patrzyła na mnie w szoku, 
jakby zobaczyła zupełnie inną osobę. Zresztą cała reszta klasy też, włącznie z nauczycielem angielskiego:
- Coś nie tak, El? - zapytałam.
- Wiesz, zastanawiam się, kim ty właściwie jesteś i co zrobiłaś z Al - odpowiedziała, po czym zaśmiałyśmy się. Gadałyśmy 
przez całą lekcję. Co jakiś czas przyłapywałam się na tym, że spoglądałam na Niall'a. On też od czasu do czasu na mnie patrzył,
a ja wtedy rumieniłam się. Gdy zadzwonił dzwonek spakowałyśmy się, po czym Elena szybko pociągnęła mnie za rękę i zaczęłyśmy iść.
Ledwo za nią nadążałam. Po chwili zorientowałam się, gdzie idziemy. Szłyśmy w kierunku Niall'a! Zaczęłam się wyrywać, ale
El tylko się uśmiechnęła i zacieśniła uścisk na mojej ręce. Po chwili dotarłyśmy do stojącego obok swojej szafki z książkami Niall'a,
który pisał coś na telefonie. Elena odchrząknęła, a blondyn wreszcie na nas popatrzył.

środa, 2 lipca 2014

ROZDZIAŁ 1

Kolejny dzień, cholerny dzień. Nienawidzę życia, nienawidzę wszystkiego. Nienawidzę JEGO. Był moją nadzieją, dawał mi ją,
wierzyłam mu, a teraz kompletnie mnie olał. Co chwila tak jest. Jedyna przyjaciółka cię zdradza, okazuje się wredną suką,
która nie jest niczego warta. Może opowiem od początku? Jestem Ally, mam 16 lat. Mieszkam w Londynie, w niewielkiej
miejscowości, właściwie to wsi.. Nie lubię opowiadać o sobie, zwłaszcza nieznajomym. Za dużo osób w życiu mnie zraniło.
Za dużo złych momentów przez nich przeżyłam. Ale nie zawsze byłam nieszczęśliwa, dziwna, "inna". Kiedyś byłam radosna,
uśmiech towarzyszył mi zawsze. Miałam kochających rodziców, brata, a także kilku naprawdę prawdziwych przyjaciół. Wszystko
zmieniło się od śmierci mojej Mamy. Zmarła tak niedawno, rok temu, na raka. Do tej pory nie mogę się pogodzić z jej
śmiercią. Był to diametralny moment w moim życiu, od tego wszystko zaczęło się pogarszać. Tata nie mógł się pozbierać,
był zdruzgotany. Mój brat, David był równie załamany, nie wychodził z pokoju całymi dniami. Ja też byłam załamana. Tata
postanowił się wyprowadzić, zrobiliśmy to zaraz po pogrzebie mamy. Musiałam porzucić piękne życie, które nigdy i tak by
nie wróciło. Wyjechaliśmy do Londynu, do niewielkiego miasteczka, żeby odpocząć i zacząć wszystko od nowa. Jednak było
jeszcze gorzej. Tata zaczął pić.. Pewnego dnia znaleźliśmy go w łazience, gdy próbował się powiesić.. To wszystko zaczęło
nas przerastać. David zacząć ćpać, wpadł w złe towarzystwo. A ja? Po tym, jak byłam.. molestowana wpadłam w depresję.
Zaczęłam się okaleczać, próbowałam popełnić samobójstwo. Życie było okrutne. Nie widziałam swojej przyszłości. Chciałam umrzeć.
Nadal chodziłam do szkoły, ale zmieniłam się nie do poznania. Zaczęłam ubierać tylko bluzy z długim rękawem, żeby ukryć
blizny i rany oraz dresy albo rurki, wszystko w ciemnych kolorach, w końcu miałam żałobę. Zmieniłam fryzurę, włosy
zafarbowałam na czarno, z brązowych. Makijaż też miałam ciemny. Nie wiem czemu to robiłam, może chciałam po prostu, żeby
świat mnie nie poznał? Żeby wyrazić swoje niezadowolenie? Zaczęłam też palić, to mnie odstresowywało. Wtedy mogłam się
poczuć, jakbym się unosiła, jakby nie było problemów. Nikotyna mi pomagała. W szkole byłam nikim, wszyscy się ze mnie
śmiali, oceniali. Przyzwyczaiłam się. Ale, ja też miałam uczucia.
Pewnego dnia w szkole odezwała się do mnie dziewczyna z mojej klasy:
- Cześć, jak się nazywasz? - Nie chciałam odpowiadać, już wiele osób mnie tak wykorzystywało. Dlaczego ktokolwiek chciałby
się ze mną zadawać?
- Możesz po prostu iść i darować mi kolejnego upokorzenia? Nie śmieszą mnie wasze żarty na ten temat! - dałam upust emocjom,
wkurzało mnie ich zachowanie. Na twarzy dziewczyny wymalowało się zaskoczenie moim nagłym wybuchem, ale nie odeszła. Stała
i w głowie próbowała wymyślić co mi powie. Po chwili zaczęła.
- Słuchaj.. Ja chciałam się z tobą zaprzyjaźnić, nie kręcą mnie te żarty. Mam na imię Elena, a ty? - Wmurowało mnie w krzesło.
Ktoś chciałby mnie znać? Nikt od czasu przeprowadzki właściwie się do mnie nie odzywał, a tymbardziej nie chciał poznać mnie i mojej historii.
- A.. Ally. Po co ci to? Po co to robisz?
- Chcę poznać twoją historię, chcę ci pomóc - odpowiedziała. Tak zaczęłyśmy rozmowę. Tak zaczęła się nasza przyjaźń. Codzienne
rozmowy. Przychodziła do mnie bardzo często. Opowiadałam jej o sobie, o moim życiu. Ona też mi trochę o sobie powiedziała.
To dzięki niej zaczęłam się uśmiechać pierwszy raz od roku. Któregoś dnia przyszła do mnie, to było zwykłym wydarzeniem,
nikt się tym nie przejmował. Wpadła do mojego pokoju, przywitała się ze mną i powiedziała:
- Wstawaj, All! Idziemy na zakupy! Musisz zacząć o siebie dbać, żeby spodobać się Niall'owi! - zszokowało mnie.
- S.. Skąd wiesz, że on mi się podoba?
- Oj, no przecież to widać! Widać, jak na niego patrzysz! On też nie może od ciebie wzroku oderwać. No dalej, chodź! - on?
że niby on się mną interesował? To było niemożliwe. Niall był blondynem o błękitnych oczach, jak morze.. Miał dużo kolczyków
i tatuaży. Podobał mi się już od dawna, ale nikt tego nie zauważył. Ubrałam buty i pobiegłam z przyjaciółką na przystanek
autobusowy. Czy mogłam ją nazwać przyjaciółką? Wydawało mi się, że tak. Mówiłam jej o wszystkim, pomagała mi. Tak, mogłam.
Godzinę później już chodziłyśmy zawalone zakupami po całej galerii. Nie pasowało mi takie życie, ale chciałam znowu być
szczęśliwa.. Choć wiedziałam, że to niemożliwe, mogłam próbować.

~
Cześć! Mamy 1 rozdział! Zachęcam do komentowania :)

PROLOG


Nie odpisuje. Kolejny już raz czekam na tego cholernego sms-a. Ma mnie gdzieś, czy rzeczywiście coś się stało?
Nie chcę o tym myśleć. To wszystko już dawno mnie przerosło, teraz czekam na wybuch. Nie wiem jak długo jeszcze
wytrzymam. Może jedna kreska.. Dwie? Trzy? Nawet milion mi nie pomoże, ale przemyślę to. To daje mi wewnętrzną ulgę.
Niszczy mnie od zewnątrz. Zamiast myśleć o problemach myślisz o tym ile wytrzymasz, jakie są twoje granice, a także
o tym ile krwi stracisz i czy to wystarczy. Inną opcją są tabletki. Bezbolesne, ale skuteczne. Nieważne jakie, byleby
przedawkować, wziąć naprawdę dużo. Na zewnątrz nic nie czujesz, one niszczą, zabijają cię od środka. Świetny sposób
na stres, problemy. Ale czy na wszystkie? Tego nie wiem, jeszcze do końca się nie przekonałam. Myślę, że tak, w zależności
od liczby ich wzięcia. Im więcej, tym bliżej końca jesteś. Niektórzy uważają, że jestem idiotką, egoistką, że nie myślę
o rodzinie, tylko o sobie. Mylą się, nawet nie wiedzą jaki cholerny błąd popełniają oceniając mnie. Nic o mnie nie wiedzą,
ale sami postanawiają postawić diagnozę, osądzić mnie przedwcześnie i wrzucić do kubła na śmieci. Nie jestem taka, za jaką
mnie mają. Nie jestem oziębła, zarozumiała, nie zachowuję się jak suka. To tylko pozory, to maska, którą próbuję się
odizolować od ludzi z mojego otoczenia. Mój ubiór mi w tym pomaga. Nienawidzę swojego ciała. Swojego odstającego brzucha,
grubych nóg i całej reszty. Dresy i bluzy to jedyne części garderoby, które noszę. Mam ich naprawdę wiele. A co do mojego
charakteru.. Wiele ludzi uważa, że idąc korytarzem, słysząc masę obelg na swój temat to nic mnie nie rusza. Tak naprawdę
jest inaczej, każde słowo obrażające mnie prowadzi mnie do jeszcze większej depresji. Każda obelga jest kolejną igłą
wbijaną w moje ciało. Jestem zamknięta w sobie, to fakt. Ale to tylko po to, żeby się odizolować, żeby nie zwracać na
siebie zbytniej uwagi, żeby nie słyszeć ludzi wokół. Nienawidzę wielu osób z mojej szkoły, z klasy, są okrutne, podstępne.
Nienawidzę siebie.



Cześć i czołem! 

Witam Was na tym blogu. Jest to moje opowiadanie, którym chciałam się z wami podzielić.
O jego treści dowiecie się z prologu, który niedługo zamieszczę.

Od razu na początku chciałabym was prosić:

~ Jeśli czytacie, komentujcie. Nawet nie wiecie jak komentarze (pozytywne i te negatywne) motywują autora do pisania.
~ Piszcie swoje uwagi na temat bloga, jego wyglądu, tekstu. Postaram się poprawić błędy :)
~ Komentujcie szczerze C:

To chyba na tyle. Muszę jeszcze stworzyć parę zakładek i poprosić kogoś o zrobienie szablonu.

Dozobaczenia!